MEGAMOCNI

12 artykułów alkoholika jak 12 kroków do trzeźwości

12 AA alkoholizm choroby psychologia uzależnienia

Dodano 2013-05-27 00:02:20 | Autor: Emil Kowalski

To już dwunasty artykuł cyklu dotyczącego alkoholizmu „Piszę ja i mówię nie tylko o sobie…”. Podobnie jak w AA (Anonimowi Alkoholicy), gdzie mamy do czynienia z metodą dwunastu kroków, tak tutaj w tej serii publicystycznej, tym „tuzinkowym” artykułem kończę pierwszą część cyklu. 

Stowarzyszenie AA ma już 78 lat. Powstało w 1935 roku. Jako wydarzenie symboliczne, które uważa się za początek tego ruchu, przyjęto pierwszy dzień niepicia doktora Bob (Robert Holbrook Smith). Drugim współtwórcą był makler giełdowy Bill W. (William Griffith Wilson). Stowarzyszenie powstało w USA. Bob jest autorem dwunastu kroków:

  1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
  2. Uwierzyliśmy, że siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
  3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
  4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.
  5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
  6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
  7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
  8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
  9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
  10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
  11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
  12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

W Polsce, historia AA sięga roku 1974. W czasopiśmie „Trzeźwość”, socjolog dr. Zbigniew Wierzbicki opublikował 12 tradycji czyli wyżej wspomniane punkty. Ówczesne władze ocenzurowały publikację ze względu na fakt poruszenia kwestii Boga. Jednak, jeśli dokładnie przeczytamy treść kroków, doskonale możemy się domyślić, że nie są one skierowane tylko do osób wierzących pod względem religijnym. Przedstawiony Bóg jest pojęciem względnym i został ujęty jako postać – guru, przykład osoby do naśladowania, mówiącej co mamy robić czy też osoby z której czerpiemy korzyści i dzięki której mamy w sobie wiarę. Ta kwestia jest bardzo istotna, gdyż udowadnia, że nie tylko katolicy mają prawo wierzyć w swój sukces jakim jest rzucenie picia. Tak naprawdę każdy z nas w coś lub kogoś wierzy, czerpie z niego inspirację i kieruje się zasadami, które wymyślił i kreuje. Ta wiara to część naszego życia.

Wspomniane dwanaście tradycji to:

  1. Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze; wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności anonimowych alkoholików.
  2. Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.
  3. Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia.
  4. Każda grupa jest niezależna we wszystkich sprawach, z wyjątkiem tych, które dotyczą innych grup lub AA jako całości.
  5. Każda grupa ma jeden główny cel: nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi.
  6. Grupa AA nie powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy AA żadnym pokrewnym ośrodkom ani jakimkolwiek przedsięwzięciom, ażeby problemy finansowe, majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu.
  7. Każda grupa powinna być samowystarczalna i nie powinna przyjmować dotacji z zewnątrz.
  8. Działalność we wspólnocie powinna na zawsze pozostać honorowa, dopuszcza się jednak zatrudnianie niezbędnych pracowników w służbach AA.
  9. Anonimowi Alkoholicy nigdy nie powinni stać się organizacją; dopuszcza się jednak tworzenie służb i komisji bezpośrednio odpowiedzialnych wobec tych, którym służą.
  10. Anonimowi Alkoholicy nie zajmują stanowiska wobec problemów spoza ich wspólnoty, ażeby imię AA nie zostało nigdy uwikłane w publiczne polemiki.
  11. Nasze oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie na reklamowaniu, musimy zawsze zachowywać osobistą anonimowość wobec prasy, radia i filmu.
  12. Anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich naszych tradycji przypominając nam zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami itp.

Takimi zasadami kierują się grupy wsparcia AA. W Polsce jest ich obecnie bardzo wiele i niemal w każdym mieście, miasteczku działa przynajmniej jedno takie. Coraz częściej grupy wsparcia tego typu spotykamy na terenach wiejskich.  Siedziby i miejsca spotkań to często parafie przykościelne, które są otwarte dla każdego bez względu na wiarę.

Czy ten ruch jest skuteczny?

Mówiąc o grupach AA i o całym stowarzyszeniu, nie namawiam do wstąpienia lecz pokazuję przykład ludzi którzy jednoczą się aby osiągnąć swój cel. Tutaj, to ludzie, którzy z własnej i nieprzymuszonej woli, oferują pomoc innym uzależnionym osobom.

Alkoholicy niemal zawsze twierdzą jedno – „mam swoje picie pod kontrolą i nie potrzebuję wysłuchiwać morałów ani żadnej pomocy od innych”. Myślą, że jeśli ktoś inny będzie ingerował w jego problem, to jeszcze bardziej zaszkodzi. I po części mogą mieć rację. Nie każdy bowiem jest stworzony, do tego aby pomoc otrzymywać, nawet gdy za to nie płaci. Są alkoholicy, którzy słuchając opowieści innych chorych, jeszcze bardziej popadają w uzależnienie.

Ja taki byłem, wysłuchując jak współtowarzysze spotkania, przez lata pili, opowiadali o tym co stracili, wcale nie wychodziłem z takiej sesji AA, podbudowany. To nie działało na mnie tak jak powinno. Tylko przez moment, byłem w stanie zaakceptować i rozmyślać o wszystkim co wyniosłem z mitingu. Taki maraton trzeźwości w moim przypadku, trwał najdłużej 3 tygodnie. Chociaż bardzo chciałem przestać pić, to nie była odpowiednia droga dla mnie. Jednak z czasem, po kilku latach, doszedłem do wniosku, że idei AA po prostu nie rozumiałem. Okazało się, że nieświadomie, zrealizowałem wszystkie kroki. W moim przypadku była to samotna walka, która nie jest dana każdemu. I tutaj powiem jedno bardzo istotne – nie przechwalam się w ten sposób, udało mi się, lecz należę do tych nielicznych. Niestety walka z uzależnieniem w samotności, to przeważnie gwarantowana porażka. Tym bardziej, że ja sam, pomimo samodzielnej decyzji, która wciąż trwa, tak naprawdę musiałem mieć wsparcie. Utrzymali mnie najbliżsi znajomi i rodzina. Początkowo dodając „kilka groszy na alkohol” a potem „sponsorując wyjście” czyli żywili mnie, dali schronienie, dali mi na leki.

Droga zarówno walki z alkoholizmem jak i utrzymania się przy niepiciu (ktoś znajomy nazwał niepijącego alkoholika mianem „suchy alkoholik”), jest bardzo trudna. Sposób w jaki to robimy jest naszym indywidualnym. Narzucanie pijącemu, co ma robić i jak, to nic innego jak mówienie „do ściany”. I to sprawdza się w życiu. Tak więc, wydaje się, że tylko „wolna ręka” i jego zdecydowanie się, mogą poskutkować. W swoim pamiętniku napisałem o pierwszym trzeźwym dniu, który zarazem stanowił ostatni pijący (nie da się inaczej nazwać takiego przełomu):

Byłem już uwięziony. Wyleczenie padaczki poprzez dotychczasowe sposoby jakim oczywiście było wypicie kilku piw, było niemożliwe. Zbyt mocno mnie trzepało a nawet gdybym prosił o dostarczenie "pożywienia" to też by na nic się zdało. Nie mogłem nawet pić. Przeniesiono mnie z wielkim trudem na tapczan, który był już prześmiergnięty od alkoholu. Wtedy to po raz pierwszy od kilku lat, poczułem tą przerażającą, wstrętną woń mojej pościeli. Łóżka jak zwykle nie ścieliłem. Nie mogę powiedzieć, że się nie myłem, bo cały czas pomimo wszystko dbałem o higienę. To chyba tylko jedyna rzecz jaką w owym czasie robiłem. Jedyna właściwa. Woń alkoholu była jednak silniejsza. Kilkuletnie picie przeżarło każdy element mojego organizmu i nawet mycie kilkukrotne zębów, to było jak wycieranie nowo powstających pleśni. Próbowałem zasnąć lecz naiwnie. Siedzieć nawet nie mogłem. Jednak myśli pracowały, myślałem, że spanikuję lecz po pewnym czasie cieszyłem się. I chociaż zdawałem sobie sprawę, że mam coraz wyższe ciśnienie i zaczęło mocno mnie boleć w prawych płucach, to że tą właśnie walkę muszę teraz wygrać, cieszyłem się, że właśnie się toczy. Nie zwracałem uwagi tak na prawdę czy stracę przytomność i znajdę się na oddziale intensywnej terapii. Czułem, że pomimo tych konwulsji jestem silny. To było jak tocząca się wojna, którą przez te lata przegrywałem i nagle doszło do jedynej bitwy w której mogłem wystawić wszystkie swoje zebrane po cichu w umyśle, siły. Siły których dostarczył mi ten los na który tak mocno narzekałem. To wszystko wyglądało jakbym w czasie gdy przegrywałem każdą toczoną batalię, nie używał moich sił głównych, jakbym je gromadził do ostatecznej rozgrywki. Mistrzowskie strategiczne rozegranie w stylu największych bitew w wojnach gdzie przeciwnik był skazany na całkowitą klęskę. Karta mojego losu właśnie się odwracała.

Ten dzień 5 maja 2010 roku, coraz częściej nazywam "Victory". Na pewno będzie to jeden z nielicznych dni jakie zapamiętam do końca mojego życia. W tym dniu, którego nie potrafię opisać, przekonałem się jak wielkim człowiekiem można być. Stawałem się nim. I chociaż to był zaledwie początek, to wiedziałem, że do 12-stej wytrzymam. Potem mogłem liczyć na bezpośrednią pomoc, którą udzielono mi z zaangażowaniem i ochotą. Lekarze widzieli, że tym razem na prawdę walczę i chcę zwyciężyć. Wiedzieli, że ich wizyta nie będzie daremna...

Poznałem sąsiada, który od lat uczestniczył w spotkaniach AA i co dzień gdy mnie widywał, powtarzał mi – „Radzisz sobie?”, po czym niezbyt czekając na odpowiedź, dodawał „Ja sam sobie nie poradziłem”. Wtedy jeszcze piłem. Te dwa zdania utkwiły we mnie i wywołały moją „samodyscyplinę”. Biorąc pod uwagę, można by nazwać swoją dumę, naprzeciw jego słowom, „sam sobie poradziłem”. Aczkolwiek tak jak wspomniałem, mimo wszystko potrzebowałem i przyjąłem pomoc.

Grupa wsparcia to dosłowne znaczenie. Możemy, wśród tych ludzi znaleźć przyjaciół, którzy nas rozumieją. Możemy się wypłakać i zasięgnąć wiedzy. Lecz nikt z nich, nie będzie nas rozpieszczał i głaskał – warunek uczestniczenia w spotkaniu TO TRZEŹWOŚĆ i BRAK KACA!

Myślę, że to mówi wiele.

Czemu 12?

Nigdy nie zagłębiałem się w ideę 12 kroków – dlaczego akurat ta liczba. Ba, nawet dokładnie ich nie przeczytałem ale przez ostatnie 3 lata mojej trzeźwości, wykonywałem je skutecznie. Dwunasty krok mówi o przesłaniu i uwierzcie mi – wcale nie miałem zamiaru pisać 12 artykułów. Jest to jakby przeznaczenie, co pewnie dla wielu z Was brzmi w tym momencie śmiesznie, ale to prawda.

Usiadłem w niedzielę nad tym 12 artykułem, nie liczyłem wcześniej ilości publikacji tej serii. Przypomniała mi się idea AA i wpadłem na koncepcję w tej postaci jaką obecnie prezentuję. Przypadkowo w pełni realizuję punkt 12-sty, którego… nie znałem dotychczas!! Dopiero pisząc ten materiał, uświadomiłem sobie, że wykonałem zadanie 12.

Jest też godzina dwunasta, która oznacza połowę dnia – południe a więc pewnego rodzaju przełom i to można by przypisać do znaczenia tej idei.

W moim przypadku, to również godzina wizyty lekarza w dniu 5 maja 2010 roku, kiedy to byłem w stanie krytycznym i walczyłem z padaczką alkoholową. Zaaplikował mi odpowiednie środki i to pomogło przezwyciężyć, pierwsze i najgorsze godziny odstawienia butelki.

Liczba 12 ma wiele znaczeń, zarówno są to symboliczne, jak i historyczne wydarzenia. Jest 12 apostołów – uczniów Jezusa i jest również Drzewo Życia w Nowym Jeruzalem, wydające co miesiąc 12 rodzajów owoców przynoszących uzdrowienie narodom.

Można tą liczbę wiązać na różne sposoby i symbole. Piszę o tym, gdyż jest to, wg. mnie, element wiary i wytłumaczenia zjawiska jakim jest nieprzypadkowość zdarzeń. W tym wypadku, człowiek obrał sobie taką formę motywacji aby bardziej ukorzenić w swojej świadomości wszystko to co powinien zrobić, żeby przestać pić.

 

Jak już wspomniałem, tym dwunastym artykułem kończę serię tego cyklu. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu udało mi się odpowiednio pokazać zagrożenia, sposoby na walkę czy też odpowiednie przemyślenia jakie powinien mieć alkoholik. Nie wiem czy pomogłem i czy w ogóle cokolwiek. Lektura jednak się nie kończy tak jak samo życie – przed każdym z nas jest jeszcze wiele dni i lat, w których będziemy się borykać z problemami. Ważne jest to jak sobie z nimi radzimy. Nie ważne czy jesteśmy chorzy czy zdrowi, każdy z nas ma swoje cele i marzenia. Warunek do ich realizacji jest jeden – nigdy sobie nie przeszkadzać. Nikt z nas nie jest sam, tylko my potrafimy się zamykać. Uważamy, że czegoś nie potrzebujemy a czyjeś dobre zdanie to żadna pomoc czy pocieszenie. To, sami o tym wiecie, błędne myślenie, bowiem po czasie, to Wy poprosicie o coś. I nie powiem, że „Wtedy będzie za późno” – zawsze się znajdzie ktoś Wam przyjazny…

Emil Kowalski - autor cyklu

 

Zapowiedź Artykuły całego cyklu

Kolejne artykuły z cyklu

ukażą się wkrótce.

Zapraszamy. 

  1. Niepełnosprawność na życzenie
  2. Od tego się zaczęło
  3. Medyczne i moralne pojęcie alkoholizmu
  4. Zmiana wyglądu u alkoholika
  5. Słownictwo i wypowiedzi - moje zmartwienie
  6. Psychika alkoholika
  7. Alkoholik w rodzinie
  8. Mój partner pije
  9. Alkoholik odkrywa wartość rodziny
  10. Dzieci alkoholików
  11. Korzyści alkoholika
  12. 12 artykułów alkoholika jak 12 kroków do trzeźwości

 

Czytelnicy również piszą.

Sprawdzaj powiązane tematy

 
  1. Spowiedź - historia czytelnika
  2. Nie piję - nie jestem Polakiem?
  3. Czytelnik pisze: Takie koło zamknięte...
  4. Gdy mama i tato pije...

 

II Cykl - pierwszy artykuł Alkoholowy weteran