MEGAMOCNI

Alkoholik w rodzinie

alkoholizm choroby psychologia uzależnienia

Dodano 2013-04-22 08:06:42 | Autor: Emil Kowalski

A mówią, mówią i mówią – to mnie psychicznie niszczy! Niech wreszcie umilkną – głowa mnie boli! Mam dosyć tych wywodów – wcale nie są lepsi! Jak oni mnie traktują, też chcę normalnie żyć! I to ma być rodzina? – ciągle tylko mnie poniżają! – prawda, że to standard, mój drogi przyjacielu?

Kilka tych i mnóstwo innych wywodów to codzienność rodzinna. To chleb powszedni tam, gdzie „tata pije”, „mama pije”, pije brat czy siostra. Przeszkadza, gdy pije wujek, nawet gdy często go nie widzimy. Gdy pije ciocia, gdy pije ktoś bliski lub z dalszej rodziny. „Przeszkadza” to delikatne słowo, bo raczej nazwać trzeba po imieniu – „nie daje spokoju i zagraża”.

Zawsze się dziwiłem jednemu – dlaczego oni mnie tak traktują? Przecież chcą dobrze! Codziennie byłem poniżany, wyzywany od najgorszych, gdy tylko piłem bez przerwy. To budowało we mnie blokadę i nie działało mobilizująco… do dalszego picia. Ale czy aby na pewno tylko to powodowało, że nic sobie nie robiłem z tych zarzutów, nie próbowałem przestać? Zawsze było tysiące argumentów, aby sięgnąć po kieliszek i jedno stwierdzenie – jak tu żyć, już lepiej być cały czas pijanym! Ale u mnie tego już nie ma i jestem szczęśliwy.

Teraz przyszedł czas na rozliczenie się z całym złem, które zaaplikowałem sobie i innym. Jedno jest pewne – niełatwo napisać o ich uczuciach i wspominać to wszystko, co mówili i chcieli zrobić dla mnie. Na pewno jest też prawdą, że każda rzecz, która wydawała mi się działaniem przeciw mnie, była właściwa i miała jeden cel – abym wrócił do obrazu normalnego kiedyś człowieka. Nie jest łatwo przedstawiać ich punkt widzenia, jestem teraz w trudnym położeniu, bowiem widzę to od strony niegdyś „poszkodowanego”.

W pewnym momencie „wywalczyłem” spokój przynajmniej na tyle duży, że nie miałem poczucia poniżenia. Bliscy przestali nalegać na niepicie, ba – nawet pośrednio pomagali w tym. To było coś na zasadzie stworzenia we mnie „przesytu alkoholowego”. Wiadomo, że jak coś nam smakuje to jemy tego dużo i często. Lecz gdy musimy to spożywać w jeszcze większych ilościach, z czasem ogarnie nas obrzydzenie. I tak właśnie, w dosyć ryzykowny sposób, postąpiła moja rodzina. Przynajmniej takie wrażenie mam teraz.

To było osobiste, chciałbym jednak uogólnić obraz rodziny, w której jest alkoholik. Mam wielu znajomych i są też tacy, którzy mają problem z piciem. Oczywiście oni zaprzeczają i nie widzą go, podobnie jak ja kiedyś. A ja teraz widzę to nawet lepiej niż ci, którzy nie piją w ogóle lub piją bardzo rzadko. To jest spowodowane tym, że mam ten niechlubny bagaż doświadczeń z uzależnieniem.

W każdej rodzinie jest przynajmniej jedna osoba niepijąca. Nawet jeśli oboje rodziców nadużywa alkoholu, to przecież dzieci są zbyt małe. Tyle, że w tym przypadku kwestią czasu może być, jak nawet kilkunastoletni młodzieniec nagle zacznie chodzić „podchmielony”. Gdy dzieci nie ma, są pewnie inni: matka, ojciec, brat wśród których istnieją „normalni ludzie z umiarem”. To oni tak naprawdę ukazują prawdziwe oblicze życia i miłość. I to oni z tego powodu cierpią najbardziej. Żalą się lub nie, ale muszą znosić wywody pijackie, które w porównaniu z tymi, które opisałem na początku, są o wiele bardziej poniżające i niszczą psychikę. To oni muszą znosić ból picia, są unicestwieni w „zamkniętym kole”, gdyż każda ich inicjatywa ku dobru jest skutecznie niszczona przez pijącego. STOP! – w końcu nabiera właściwego znaczenia…

 

STOP! – wtedy dopiero „zaczyna się jazda”. Nagle kurek z pieniędzmi się zakręcił – ale ja nie mam jeszcze 18 lat i gdzie mam zarobić?. Dlaczego tak piszę, skoro przecież niepełnoletni nie mogą kupić wódki? To słowa syna, który pije już od kilku lat. To jest coraz częstsze zjawisko.

Przecież zarobiłem i chodzę do roboty, żeby was wykarmić! – to słowa ojca i często matki, która przypisuje sobie całość istnienia siebie i innych. To tłumaczenie „uzasadnione”, bo przecież zarabia!

Wypchaj się swoimi pieniędzmi, mam ciebie dość, nie chcę takiego życia, chcę rozwodu! Natychmiast! – to słowa małżonki i wypowiadając je, mówi serio! To nie są już tylko słowa! Tylko, że alkoholik przez swoją chorą dumę i chore mniemanie rzeczywistości nadal nie wierzy, a w myślach ma: „dobra, dobra – pogada sobie, pokrzyczy i przestanie”. Cóż za zdziwienie, gdy za kilka miesięcy wezwanie do sądu…

Są instytucje i stowarzyszenia. Jest niejedna grupa wsparcia dla osób mających alkoholika wśród członków rodziny. Są również lekarze terapeuci. Do nich wszystkich można się udać i czasem tak robią załamani rodzice, małżonkowie. Lecz to przerasta i słychać – „nie u mnie, dosyć w domu słucham o alkoholu, to nie dla mnie”. Jest jeszcze metoda przymusowego leczenia – składają dyspozycję na policji o alkoholiku. Pomaga? Nieczęsto, a wręcz nawet szkodzi. Kochający, którzy chcą dobra dla uzależnionego, stają się nagle jego największym wrogiem. Po powrocie, gdy ten wraca do kieliszka, robi to ze zdwojoną siłą.

I jak oni traktują siebie nawzajem? Tak często słychać innych, którzy przechodzą obok domu. Tu się kłócą i każde kolejne słowo to nic innego jak wyzwiska. Zdrowy chce – bez skutku – wpłynąć na chorego. Ta bomba zegarowa wybucha i dochodzi do przemocy w rodzinie. Idą w ruch pięści i znów wulgaryzmy. A znajdzie się też alkoholik, który powie „ja nie biłem (i faktycznie nie bił), więc co mi zarzucasz, że stosuję przemoc?!”. Przemoc to też słowa! Ale taką przemoc może też stosować niepijący. Całość ma dwie strony, lecz zawsze przed sądem przegra pijak…

Matki idą do koleżanek i żalą się. Albo skrycie płaczą, a na zewnątrz udają, że ich syn lub córka pracuje, rozwija się, szkoli i osiąga sukcesy. Śmieją się wtedy inni, gdy widzą coś odwrotnego. Spotykają pociechy, które jakże chwalone przez rodziców, chodzą po nocnych sklepach i klubach, a w dzień wyglądają jak siedem nieszczęść i śmierdzi od nich na odległość. To coraz częstsze zjawisko i jego skala wcale nie maleje.

Żony coraz częściej spędzają wolne chwile u przyjaciółek. Wypłakują się i już nie ukrywają „swojego doskonałego” męża. Prawda zobaczy wreszcie światło dzienne. Ten płacz to nie pierwszy – wcześniej, ukrycie, gdy mąż był w pracy, gdy już zasnął kolejny raz nachlany i śmierdzący, gdy nie dał spać bo nagle zachciało się politykowania. To krok ku zdradzie.

Muszę uprawiać z nim seks, nie mam ochoty i chce mi się wymiotować” – żali się przyjaciółka przyjaciółce. Niestety to poważne, bo często seks nabiera formy gwałtu – pijak ma ochotę i nie odpuszcza „bo to moja żona jest, więc powinna ze mną kiedy chcę” – to słowa częste.

Może mu pomóc? – Tak! Lecz nie całe życie, jest zbyt krótkie…

Ale też czasem warto, bo potem jednak jest to szczęście.

 

Zapowiedź Artykuły całego cyklu

Kolejne artykuły z cyklu

ukazują się

co poniedziałek a już następny to

"Mój partner pije"

  1. Niepełnosprawność na życzenie
  2. Od tego się zaczęło
  3. Medyczne i moralne pojęcie alkoholizmu
  4. Zmiana wyglądu u alkoholika
  5. Słownictwo i wypowiedzi - moje zmartwienie
  6. Psychika alkoholika
  7. Alkoholik w rodzinie
  8. Mój partner pije
  9. Alkoholik odkrywa wartość rodziny
  10. Dzieci alkoholików
  11. Korzyści alkoholika
  12. 12 artykułów alkoholika jak 12 kroków do trzeźwości

 

Czytelnicy również piszą.

Sprawdzaj powiązane tematy

 
  1. Spowiedź - historia czytelnika
  2. Nie piję - nie jestem Polakiem?
  3. Czytelnik pisze: Takie koło zamknięte...
  4. Gdy mama i tato pije...