MEGAMOCNI

Czym jest poświęcenie? Czy jestem tolerancyjny?

Dodano 2013-03-26 10:56:32 | Autor: Emil Kowalski

Czy poświęcić się to coś wielkiego? Poświęcamy się w imię wielkiej miłości względem najbliższych osób, albo w imię przyjaźni. Chyba najwięcej poświęceń jest z miłości - przykładem może być, poświęcenie matki względem dziecka.

Nie wszystkich stać na gest, nie wszyscy potrafią pokazać swoją dobroć i poświecenie jest trudne a wręcz jakby murem nie do przebicia. Ludzie kierują się zasadami, sami się klasyfikują społecznie i często te właśnie blokują dobre uczynki.

Czasami bywa tak, że niektórzy wolą odejść niż się poświęcić drugiej osobie. Poświęcenie dla drugiej osoby jest oznaką dobrego serca i miłości a więc często, rzeczą przyziemną i wstydliwą, bo wzbudza to emocje od których uciekają „gruboskórni”. A oni w środku też czują, i oni mają swoje troski, widzą jednak twarde ustanowione wbrew sobie, zasady które nie są naruszalne. To obraz zimny, bez kolorów, lecz to ludzie a każdy człowiek jest dobry.

Ludzie boją się pomagać i boją się samej pomocy. Strach ten jest obawą przed wyzyskiwaniem, bo przecież tak wielu otrzymując coś z dobrego serca, chce wedle „podaj mu dłoń, a weźmie całą rękę”. Tak, w życiu jest – ludzie sami sobie stwarzają bariery.

Czym jest poświęcenie? - Poświęcenie się dla kogoś jest czymś dobrym, wsparciem dla drugiej osoby, w trudnych chwilach życia...

Poświęcenie ma swoją przestrogę. Wydaje się, że powinno mieć swoje granice bo po pewnym czasie przestajemy lubić osobę, której pomagamy . Mamy wrażenie że osoba ta powinna być wdzięczna a kiedy nie jest, zaczynamy udawać męczenników bo przecież my poświęciliśmy wszystko a ona to lekceważy.

Trzeba też troszczyć się o siebie samego, żeby się w tym poświęceniu nie zatracić. Bo nie jesteśmy „ponad silni” i mamy swoje życie, gdy zabraknie czasu na własne sprawy, zabraknie sił dla potrzebującego.

Boimy się poświęcać i pomagać, bo możemy stać się ofiarami manipulacji tychże potrzebujących, którzy na bazie swoich dolegliwości nadużywają wszelkiej pomocy. Ponad miarę i potrzebę, oczekują od innych zrozumienia, poświęceń, oddania się i uwagi.

I tak wszystko wychodzi „w praniu” – nie wiemy kiedy mogą nas przerosnąć zadania jakich się podjęliśmy, nie wiemy kiedy staniemy się bezsilni, nie wiemy czy nagle sami nie stracimy ochoty.

I to wygląda tak jakby poświęcenie bolało, było źródłem obaw i jest niechcianym, życiowym elementem, którego nie unikniemy. Lecz tak naprawdę nikt nie zmusza do poświęceń i na siłę tego nie można zrobić.

Czy bycie z niepełnosprawnym i obcowanie z nim na co dzień wraz z opieką, to rzeczy na które mnie stać? Czy nie przeraża mnie sam fakt niepełnosprawności? Czy wreszcie pytanie podstawowe – jestem w pełni tolerancyjny?

Otóż, zanim staniemy się tymi, którzy chcą pomóc, musimy sobie na te pytania odpowiedzieć. Pytań przybędzie z czasem, gdy zaczniemy pomagać. I często wtedy już podczas pracy, okazuje się, że nagle nieco inaczej widzimy naszą gotowość. Czy człowiek, który widzi ludzi niepełnosprawnych tylko w telewizji i twierdzi, że jest tolerancyjny, może powiedzieć o swojej pewności co do współistnienia z takimi osobami? Może np. zwykła pomoc na schodach w postaci wniesienia wózka inwalidzkiego a potem osoby niepełnosprawnej, od razu przerazi i doprowadzi do ucieczki lub omijania takich sytuacji. Więc, nie mówmy zanim czegoś nie przeżyjemy i zrobimy, nie mówmy że jesteśmy przyjaźni i gotowi uznać niepełnosprawność, problem, wady innych ludzi…

A jakie jest Wasze zdanie?

zdj. sxc.hu