MEGAMOCNI

Dzieciństwo

opowieści piekło żołnierz życie

Dodano 2013-07-16 11:05:05 | Autor: Aga SamaSwoja

Żołnierz.  Bez wykształcenia. Dziecko. Bez matki. Człowiek, którego przeżycia wystarczyłyby do obdzielenia kilku istnień. Rozmowa z nim jest porównywalna do obejrzenia filmu dokumentalnego, z tą jednak różnicą, iż w każdym momencie można dopytać o jakiś szczegół, który w większym stopniu jest interesujący. Nie wszystkie jednak ujawnia, bo po prostu nie może.

No ale zacznijmy od początku. Mieszkał za granicą, z rodzicami. W tamtym okresie był zwykłym dzieckiem, a jego życie od rówieśników różniło się może jedynie tym, iż na wakacje jeździł do innego kraju. Wtedy właśnie wracał do Polski, by odwiedzać swoich dziadków. Jak sam wspomina, to były najlepsze chwile. Beztroskie, z wygłupami i wszystkim tym, co niesie za sobą dzieciństwo na wsi.

Pewnego dnia, a właściwie pewnej nocy, wszystko się zmieniło. Obudził go przeraźliwy jęk ojca. Miał wtedy 10 lat. Bał się wyjść z pokoju, więc w nim pozostał. Nie rozumiał całej sytuacji. Matka była przecież dorosła. Nie zrobiła jednak nic. Dopiero sąsiedzi obudzeni hałasami zadzwonili po pogotowie. Przyjechało dość szybko. Jednak pomimo wszystko zbyt późno. Ojciec zmarł w szpitalu, w momencie gdy lekarze podłączali go do aparatury.

Na ile tylko mógł sięgnąć pamięcią, nie mógł sobie uświadomić kiedy matka go ostatnio przytuliła, ani czy w ogóle kiedykolwiek miało to miejsce. W tym czasie w dziwny sposób to się odmieniło. Pomimo swojego wieku, zdawał sobie doskonale sprawę, iż matka nie przygarnia go do siebie z miłości, czy też potrzeby bliskości w tak trudnych chwilach. Ona go po prostu tuliła „na pokaz”, płacząc i szlochając przy tym żałośnie. Działo się to tylko wtedy, gdy bliżsi bądź też dalsi znajomi przychodzili by złożyć kondolencje. Nie dało się tego nie zauważyć, tym bardziej, iż towarzyszył tym sytuacjom lament matki przecinany niewyraźnymi słowami w stylu „mój syn został sierotą”.

Jakiś miesiąc po śmierci ojca pojechał z matką na dworzec kolejowy. Wtedy jeszcze niczego się nie spodziewał, a już na pewno niczego złego. Kiedy weszli na peron ona wyjęła z kieszeni bilet na pociąg, który wcisnęła w dłoń syna, wypowiadając przy tym słowa, których nie da się wymazać z pamięci: „nie chcę cię więcej widzieć”. Później przyczepiła mu do kamizelki kartkę. Do tej pory został w pamięci nawet kolor ubioru. Kamizelka była zielona. Na strzępku papieru napisane były numery pociągów, na które obowiązywał bilet. W tym momencie matka odwróciła się i poszła w kierunku wyjścia z dworca. On został tam sam. Całkiem sam. Nie licząc podróżnych, którzy również czekali na pociąg. Cóż miał zrobić? Wsiadł i pojechał. Jak sam mówi, musiał być w potwornym szoku, gdyż nawet nie pamięta w jakich miastach miał przesiadki, ale pewnym jest że takowe były. Pierwsza jeszcze poza granicami kraju, druga już w Polsce. Miejscem docelowym, widniejącym na bilecie kolejowym, miało być jedno z większych polskich miast. I udało się. Po ponad dobowej podróży cel został osiągnięty. Na stacji czekała na niego ciotka, ta sama, która od kiedy pamiętał okazywała mu sympatię i takie uczucia, jakich powinien doświadczać raczej ze strony matki. Mogłoby się wydawać, że wszystko zmierza ku dobremu…

 

Wszelkie wydarzenia przedstawione w tym opowiadaniu są prawdziwe, jednakże nazwy miejscowości, imiona oraz miejsca zostały pominięte lub zmienione ze względu na dobro głównego bohatera i innych osób.

zdj. FlickrSome rights reserved by Martin Cathrae

Wszystkie treści cyklu TUTAJ