MEGAMOCNI

Kierowca nie pomógł niepełnosprawnej. A powinien?

autobus Katowice komunikacja

Dodano 2013-07-05 08:20:23 | Autor: Jacek Gibel

Nie tylko wschód kraju ma problemy na linii komunikacja miejska - niepełnosprawni pasażerowie. Ostatnio do bulwersującej czytelniczkę sytuacji doszło w Katowicach.

Niedawno pisaliśmy o niewrażliwości białostockich kierowców. Teraz okazało się, że podobny incydent miał miejsce na Śląsku, w tamtejszym KZK GOP.

Jak donosi Gazeta Wyborcza, jedna z czytelniczek, jadąc w czwartek linią numer 109, zobaczyła na przystanku przy ul. Katowickiej niepełnosprawną pasażerkę. Kobieta regularnie korzysta z odjeżdżającego stamtąd autobusu niskopodłogowego, który tym razem nie był wyposażony w specjalną platformę.

Kiedy zatrzymaliśmy się na przystanku, kierowca nie wyraził zainteresowania tym, że niepełnosprawna kobieta chce wsiąść do autobusu. Nie zareagował nawet, jak mu o tym powiedziałam. Widząc, że kierowca nie wychodzi z kabiny, kobieta podjechała pod pierwsze drzwi, na co on odpowiedział, że nie ma platformy i co ma zrobić? Odparłam, że powinien jej pomóc wsiąść, na co odpowiedział, czy on ma wnieść ten wózek? Powiedziałam, że tak i żeby poprosił jeszcze kogoś o pomoc, ale on nawet nie wysiadł z autobusu. Nie zrobił nic i odjechał, a ta pani została na przystanku - napisała czytelniczka Gazety.

Rzeczniczka KZK GOP, Anna Koteras uważa, że pomoc niepełnosprawnej była obowiązkiem kierowcy i twierdzi, że za brak platformy oraz niewłaściwe zachowanie grozi mu kara nawet 1280 zł.

O dziwo, w zupełnie innym tonie wyrażają się o sprawie internauci. A czy w autobusie nie było innych współpasażerów? Czy szanowna "czytelniczka" nie mogła za przeproszeniem ruszyć swoich czterech liter i pomóc? Rety, ile to ja już razy pomagaliśmy wnosić wózki dziecięce czy inwalidzkie i to w czasach, gdy na drogach królowały "wysokopodłogowe" autobusy i tramwaje, a o niskiej podłodze czy jakichś windach można było tylko pomarzyć! I nikt się nie prosił kierowcy, w tym czasie do opuszczonej kabiny równie dobrze mógłby wbiec jakiś psychopata i odjechać. Ludzie, opanujcie się trochę, autobus z całą pewnością nie był pusty, naprawdę tak ciężko wstać dwóm osobom z siedzenia i pomóc przepchnąć wózek inwalidzki do tylko troszkę wyższego pojazdu? - pisze iznogud81. Podobne zdanie mają i inni. ja-optymistycznie dodaje, że Co innego pomóc wjechać wózkiem po platformie, a co innego taszczyć ten wózek z pasażerem na własnych plecach - czegoś takiego nie można moim zdaniem wymagać od kierowcy. Poza tym w autobusie byli też pasażerowie - czy oni ruszyli, by pomóc niepełnosprawnej?

Faktycznie - o ile niegrzeczne zachowanie kierowcy może budzić niesmak, o tyle ciężko obarczać winą tylko jego. Ludzi dopada wygodnictwo i są skorzy do wyrażania świętego oburzenia na niechęć kierowcy do działania, a z drugiej strony sami siedzą na wygrzanych krzesełkach i nawet przez myśl im nie przyjdzie pomoc potrzebującemu niepełnosprawnemu. O tempora, o mores.

(inf. własna/gazeta.pl)