MEGAMOCNI

Korzyści alkoholika

alkoholizm choroby psychologia uzależnienia

Dodano 2013-05-20 07:41:29 | Autor: Emil Kowalski

Ta zieleń, nie jest szara! Ci ludzie jednak się uśmiechają! I spełnia się to co chcę! Tak właśnie mogę optymistycznie i bez fantazji, mówić codziennie. Powiedzą pewnie inni - to śmieszne, co w tym nadzwyczajnego? Albo inni jeszcze - w bajce żyjesz chyba!

I faktycznie, dla nich to albo normalne lub nazbyt optymistyczne. Dla mnie to świat, teraz ja w nim jak nowo narodzony. To jest racja bowiem nawet kolory, które myślałem, że znam, odkrywam i przypominają się z dzieciństwa. I melodia, w niej wszystko jest. Od zwykłych zgrzytów, niegdyś wiercących dziurę w głowie, dźwięki natury, które teraz bardziej głaszczą. Węch i smak jak plastyka, obraz Rembranta, są jakich nigdy nie doznałem. To nie przesada. I wiele takich innych, przyziemnych. Kiedyś były nierozumiane najpierw, bo dzieciak, potem przykryte siwą z brudu, płachtą. Zapach z niej mówił jedno - rynsztok a potem śmierć. Teraz te przyziemne sprawy tworzą stabilną całość, radość. Są elementem życia i sukcesów. To one teraz zajmują czas. Czas zajmuje miłość i sprawy o których kiedyś marzyłem. Ten faktyczny opis nie jest przesadą, wyraża skromnie uczucia. Takie każdy chce mieć. Nikomu nie jest to zabronione. Dla mnie to złoto, dla innych dane dużo wcześniej. Mają je bo trzymali swój pion, szli pewnie po obranej drodze, słuchali serca i dobrych ludzi. Straciłem taki tor na 10 lat a może dłużej. Teraz podwójne doznania lecz tylko dzięki sobie. Lęki już nie mają nic do powiedzenia.

Przyszedł czas rozliczeń i radości budowania, wreszcie realnego życia. I już nie jest między butelkami, skisłymi, klejącymi, wokół których odór. Jest świeżością i co dzień, otwierają się nowe drzwi z możliwościami. Mogę wybrać które najpierw, a które potem odchyle i przejdę, by realizować kolejne plany. Tych nie brakuje. Pisząc w moich wspomnieniach, kiedyś tak ująłem moje najnowsze dni:

W życiu każdego człowieka przychodzi moment, kiedy to dokonuje pełnej analizy wszystkich rzeczy jakie w życiu dokonał. Jest to moment trudny ale pożądany. Nie zrobimy tego, kiedy nie jesteśmy pewni, że możemy dokonać takiego rachunku ze spokojnym sumieniem.

Dzień w którym racjonalnie jesteśmy w stanie ocenić samych siebie nie jest ustalony, nigdy nie wiemy kiedy może się pojawić. Jedyne jest pewne to, że nastąpi nie wcześniej niż wydarzenie kluczowe. W tym moim życiu, takim właśnie wydarzeniem było zerwanie z nałogiem…”

Nagroda jaką mam za pokonanie samego siebie jest tym większa, im więcej ludzi do mnie się uśmiecha. Nie brakuje ich. I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście miesięcy temu, byłem jedynie szczęśliwy z faktu niepicia. Wszyscy znajomi, jakby wraz z butelką w parze, odeszli bez słowa. I tu również pisałem jeszcze niedawno:

Miałem wielu „przyjaciół”, dzwonili i często się spotykaliśmy. I nie wszyscy umawiali się tylko na kielicha, wielu chciało mnie zabrać do pracy, ustawić życie, po prostu dawali mi szansę na pozbieranie się. To z perspektywy okazało się fałszywe. Nie ma ich. Nie ma tych co chcieli tylko pić ze mną, a co najbardziej dziwne, nie ma tych co życzyli mi podobno dobrze. Telefon jest głuchy. A nawet gdy wyjdę z inicjatywą sam i zadzwonię to słyszę tylko, że brak czasu lub niechęć w samym już „cześć”.”

Myślałem że będę sam. Tym razem pomyliłem się bardzo. Cierpliwość i wytrwałość, ot co utkwiło we mnie. Opłaciło się. Moim nowym i trzeźwym planem, był dom. Miałem go wybudować w ciągu najbliższych 5 lat. Do tego szkoła. W tym wszystkim, także i firma. W skryciu tylko i z dystansem, marzyłem o miłości. Nie szukałem jej za wszelką cenę. Ona sama i znienacka, pojawiła się, wypełniając pustkę w sercu. I spełniło się to wszystko! Spełnia się nadal o wiele szybciej. A dom? Mam już teraz piękniejszy jakiego sobie nie wyobrażałem. O pracy muszę wspomnieć, mam już stają, chociaż najpierw męczyłem się w swojej firmie. To jeszcze bardziej urealnia wszystko.

Jeszcze jest smutny wątek, lecz coraz bliżej jego finału. Córka. Zbliża się dzień, w którym zapadną decyzje na resztę życia. Na pewno po latach ją zobaczę. Nie ważny już finał.

Warto było czekać. Lecz nie było warto sprawiać sobie takiej ścieżki życiowej. Bez tych niechcianych przeżyć, mogłem z powodzeniem osiągać to co teraz mnie spotyka. Pewnie to byłby niejako standard życiowy ale i zdrowie i umysł byłyby mniej zmęczone. Nie powiem czy działania skuteczniejsze, bo jednak doświadczenie jakie teraz mam, wzbogaciło sposób i skuteczność działania. Wcześniejsze wydarzenia życiowe, dały mi nauczkę. I tu nie sposób dopisać kolejne zdania z moich wcześniejszych zapisków:

Picie nauczyło mnie oprócz słabości, także pewnego rodzaju wytrwałości w dążeniu do celu. Gdy tylko nie miałem na to żeby kupić kolejne piwsko, to okazało się, że zmuszałem swój rozum do myślenia i niejednokrotnie niemal z niczego powstawały pomysły – jak zarobić na piwo. To mi się teraz przydaje, bowiem pracuję i tych pomysłów muszę mieć wiele. Teraz wykorzystuję swoją upartość i kreatywność w stwarzaniu chociażby nowych modeli wewnątrz firmy – sprzedażowych. Zamiast korzyści w postaci skrzynki piwa – mam pewność, że kolejny miesiąc działalności będzie lepszy i w końcu dotrę do tego pułapu gdzie nie muszę się już martwić o jej byt.”

Stałem się silniejszy i powiem humorystycznie, że „NFZ nie jest mi potrzebny”. Wracam do zdrowia bo to najbardziej odczułem – jego brak. Przez miesiące od „rzucenia”, leżałem niemal cały czas w bezruchu. Do tej pory nie jestem w pełni sił – doskwiera równowaga i refleks. Układ nerwowy zszargany szczególnie pobiciami i wypadkami, zmienił się, jest osłabiony i jeszcze potrwa zanim się zregeneruje o ile w pełni to kiedykolwiek nastąpi. Nie wspominam o psychice, bowiem to jest osobny dział. Wcale mnie to nie przeraża. Jeszcze kilka miesięcy temu pisałem o tym w ten sposób:

Nauczyłem się także przezwyciężać łzy (które mimo to nadal płyną po cichu), walczyć z bólem zarówno duszy jak i ciała. Bolało mnie często wiele narządów, m.in. wątroba, żołądek, często ulegałem pobiciu i traciłem zęby. Do tego stopnia byłem skancerowany, że nie mogłem czasem wstać z łóżka, siniak na siniaku i nadwyrężone oraz pozrywane mięśnie i ścięgna. Nawet teraz odczuwam, a szczególnie to, że mam problemy z uzębieniem. Tak! Niestety do tej pory wiele mi brakuje z tej części ciała. Nie stać mnie jeszcze na prywatnego dentystę i fundusze NFZ skończyły się. Do nikogo jednak nie mogę mieć pretensji. Sam sobie tak ułożyłem i w taki sposób się zaniedbałem. Gdybym tyle nie pił a przynajmniej o połowę mniej (chociaż i to było dawką śmiertelną), to teraz nie wstydziłbym się siebie. Oczywiście przyzwyczaiłem bo przecież do wszystkiego można. Jednak ludzie mnie widzą, a ja chowam bezskutecznie tą usterkę. Nadrabiam serdecznością i uprzejmością – to mnie ratuje. Ale to tylko złudny środek kojący."

Teraz idę twardo, choć jeszcze nie mam tej kondycji co kiedyś. Co dzięń cieszę się co raz bardziej i wcale nie sprawia mi kłopotu moje "niepicie". Nie jesto wyrzeczenie, to stało się naturalne, nie muszę się powstrzymywać, bo nie ma takiej potrzeby. Nie czuję presji a z dnia na dzień, coraz więcej, nowych, zrealizowanych planów, których przybywa. Hurtowo stają się rzeczywistością...

Zapowiedź Artykuły całego cyklu

Kolejne artykuły z cyklu

ukazują się

co poniedziałek. Zapraszamy. 

  1. Niepełnosprawność na życzenie
  2. Od tego się zaczęło
  3. Medyczne i moralne pojęcie alkoholizmu
  4. Zmiana wyglądu u alkoholika
  5. Słownictwo i wypowiedzi - moje zmartwienie
  6. Psychika alkoholika
  7. Alkoholik w rodzinie
  8. Mój partner pije
  9. Alkoholik odkrywa wartość rodziny
  10. Dzieci alkoholików
  11. Korzyści alkoholika
  12. 12 artykułów alkoholika jak 12 kroków do trzeźwości

 

Czytelnicy również piszą.

Sprawdzaj powiązane tematy

 
  1. Spowiedź - historia czytelnika
  2. Nie piję - nie jestem Polakiem?
  3. Czytelnik pisze: Takie koło zamknięte...
  4. Gdy mama i tato pije...