MEGAMOCNI

Mój partner pije

alkoholizm choroby psychologia uzależnienia

Dodano 2013-04-29 10:07:10 | Autor: Emil Kowalski

Nie chcę budzić się rano i czuć odór alkoholowy, czuć się jakbym balowała przez całą noc. Tak się dzieje, chociaż nie piję. Aż mnie boli głowa, gdy wstaję a we krwi kto wie, czy czasem nie ma promili – potem wsiadam do samochodu. To takie uczucie, którego nie mogę się wyzbyć, gdy mój ukochany wraca codziennie po 10 piwach.

Tak właśnie jest. Taka sytuacja nie dotyczy jedynie kobiet, jak można by wnioskować ze wstępu. Coraz częściej to żona, partnerka jest powodem takiego stanu rzeczy. Tłumaczenie jest zazwyczaj jedno – „a byłem z przyjacielem, współpracownikiem po pracy na piwie – wypiłem trzy i dlatego trochę jestem pijany”. Te trzy to często ilość „asekuracyjna”. Trzy są równe dziesięciu. Po trzech piwach żona jest bardzo otumaniona alkoholem, więc i tak zaakceptuje moją wersje – to myśl przewodnia męża. A w portfelu znika coraz więcej gotówki, na koncie z czasem pojawia się naruszony debet – to kolej rzeczy, bowiem pracujemy codziennie i z wieloma współpracownikami. Każdy z nich może wymyślić „wypad barowy” w innym czasie a więc miesiąc picia mamy zagwarantowany. Wystarczy odmówić – odmowa niewskazana, bo „tracimy twarz”. To błędny prestiż, którego nie trzymają się osoby, którym zależy na opinii, bo potem brzmi ona – „z Kowalskim zawsze można iść na piwo – nie odmówi”. Lecz ku przeciwności aby stanowiły podstawę, tak postępuje wiele osób. A żona kocha i czeka. Partnerka wiąże nadzieje na dobre życie, bo partner zarabia i to niemałe pieniądze. Zaczyna się rysować otaczający fałsz – element koła zamkniętego…

Czy ona wie ile ja muszę pracować aby zarobić na utrzymanie domu? – Należy mi się chwila na relaks.

Czemu codziennie tym relaksem musi być piwo? Czemu relaks kojarzy się z trunkami? Nie można iść na plażę, do lasu, na ognisko bez alkoholu? Nawet do baru można iść napić się i pogadać przy drinku ale czystym i owocowym. Ale to życzenia nie mające realnych wymiarów, to życzenia partnerki, która nie pije. Bo przecież życie jest po to, by pić?!

Cały czas piłem. Nie mogę więc w pełni przedstawić uczuć i zachowania tej drugiej strony – żony, partnerki. Miałem jednak okazję przekonać się, jak to wygląda.

Moja była żona postanowiła pewnego dnia urządzić sobie „bibę”. Zakomunikowała mi, jeszcze będąc na uczelni, że idzie do koleżanki i nie wróci od razu. Miało to trwać 2-3 godziny, a więc dzieckiem zajmowałem się ja. Oczywiście, ma prawo i w sumie to byłem za tym, bo dużo czasu dla siebie nie miała. Nadeszła godzina 24 i nic. Telefon głuchy, a ja wychodzę z siebie. Dopiero po 4 nad ranem padłem na łóżko ze zmęczenia. Niestety, jeszcze kilka godzin i dopiero się pokazała. Brudna, z poszarpanymi spodniami, lekko zataczająca się, weszła do domu bez słowa. Usłyszałem tylko – „Daj spokój, nie mam sił” a przecież nawet się nie odezwałem. Gdy zobaczyłem spodnie, to mnie cofnęło. Wyglądały jak ze śmietnika. Pomyślałem sobie o najgorszym – „musiała leżeć w krzakach, może się posikała?”. Sam byłem „trzeźwy” bo tylko po dwóch piwach (już niestety ale wpadłem, chociaż to jeszcze nie był stan zaawansowany alkoholizmu, o ile można to tak nazwać) lecz myślałem w pełni racjonalnie. Potem było jeszcze gorzej. Nadeszły myśli o zdradzie, która potem stała się niestety faktem. Byłem wściekły i gdy się obudziła, niemal natychmiast zacząłem się dopytywać, gdzie była, co robiła i czemu nie odbierała telefonu. Aż wreszcie łzy mi poleciały gdy usłyszałem – „jestem ku… zmęczona i mam prawo się napić, wywaliłam się, do tego też mam prawo” a za chwilę – „mam kaca, daj mi coś do picia”. I koniec wyjaśnień. I zaczęła się przytulać, byle tylko uniknąć następnych moich pytań, odwracała uwagę symulowanym „potężnym bólem”. Wiem, że tak robiła, bo sam w ten sposób postępowałem. Karty na chwilę były odwrócone, z tą różnicą, że nie zdradziłem. I to nie był jedyny raz.

Nie umiem teraz po latach tego dokładnie przedstawić. To jedna z tych chwil, których nie chcę nigdy pamiętać.

Bardzo zabiegamy o naszych partnerów. Wymagamy od nich idealności – nie ukrywajmy tego, bo tak jest. Nasza podświadomość wywołuje takie reakcje, chcemy żyć na najlepszym poziomie. Lecz co robić, gdy druga osoba pije? Gdzie szukać powodów? A właśnie, trzeba przede wszystkim „zlokalizować” powód i koniecznie spojrzeć również na swoje zachowanie, bowiem niepijący nie są święci (można przeczytać ten artykuł ,,,,,). Tylko, że wygląda to zazwyczaj tak, że w ten sposób nie robimy i nagle okazuje się, iż „pijak” jest wszystkiemu winny – potem on sam utwierdza się w takim przekonaniu i pije coraz więcej. Znów pojawia się tłumaczenie – „a co ja mogę, po co jestem, lepiej się napić, bo to mi zostaje, przynajmniej trochę mi ulży”. Czy to nie wygląda jak pośredni udział we wprowadzeniu do uzależnienia danej osoby przez tę, która nie pije lub pije bardzo rzadko?

Najlepsza i najbardziej skuteczna jest prawdziwa rozmowa. Nie wypominać! Nie nalegać! WYSŁUCHAĆ DOKŁADNIE! Nie ma możliwości uzyskania trzeźwości na zawołanie. A co i jaki argument powoduje nie picie? Na pewno nie groźba i morał w postaci – „zostaniesz sam”. Jest prosty i skuteczny sposób. Najzwyczajniej udowadniać miłość, lecz bezinteresownie. Żadne AA nie zagwarantuje trzeźwości. Żadne grupy wsparcia nie podpowiedzą w 100%, co robić gdy w rodzinie jest osoba pijąca.

Często też nie zauważamy tego, że partner nie jest szczęśliwy i dlatego sięga po drinki. Bo nie jest tak, że jesteśmy idealni, a tego oczekujemy od innych. Czy to nie czasem hipokryzja?

W pracy zachodzą zmiany i okazuje się, że brakuje pieniędzy. Żona nie rozumie i nazywa męża nieudacznikiem. Powiedzmy sobie szczerze – nikt nie będzie wtedy starał się maksymalnie wykorzystać możliwości, pójdzie w kąt, byle z daleka od wiecznych wywodów. Właśnie taka sytuacja jest chyba najgroźniejsza, a gdy w efekcie dochodzi do utraty pracy – system rodzinny bierze w łeb. I nikt tutaj mi nie wmówi, że „mam żonę wyrozumiałą, będzie mnie wspierać w poszukiwaniu nowej pracy” – to może i na miesiąc, a góra dwa… Fikcja, może realna w średniowieczu, gdy arystokracja nie musiała pracować.

Dopełniając całości – pijak powinien sam odejść od picia. Gdy kocha, gdy ma swoje zasady, to przestanie nadużywać, oby tylko nie było za późno.

Partner-pijak nie musi oznaczać końca. Można go uratować. Partner alkoholik umie kochać, lecz boi się i tchórzy przed obowiązkami. A te są i będą. Każde obowiązki to rola dwojga osób w związku. Nie zawsze oboje są w stanie. Wsparcie to podstawa.

PS: Tekst dotyczy męża, żony, partnera, partnerki. Układ rodzajów jest przykładowy i nie sugeruje, kto rzadziej, a kto częściej.

zdj.sxc.hu

 

Zapowiedź Artykuły całego cyklu

Kolejne artykuły z cyklu

ukazują się

co poniedziałek a już następny to

"Odkrycie wartości rodziny"

  1. Niepełnosprawność na życzenie
  2. Od tego się zaczęło
  3. Medyczne i moralne pojęcie alkoholizmu
  4. Zmiana wyglądu u alkoholika
  5. Słownictwo i wypowiedzi - moje zmartwienie
  6. Psychika alkoholika
  7. Alkoholik w rodzinie
  8. Mój partner pije
  9. Alkoholik odkrywa wartość rodziny
  10. Dzieci alkoholików
  11. Korzyści alkoholika
  12. 12 artykułów alkoholika jak 12 kroków do trzeźwości

 

Czytelnicy również piszą.

Sprawdzaj powiązane tematy

 
  1. Spowiedź - historia czytelnika
  2. Nie piję - nie jestem Polakiem?
  3. Czytelnik pisze: Takie koło zamknięte...
  4. Gdy mama i tato pije...