MEGAMOCNI

Mroczna strona igrzysk

doping sport

Dodano 2014-03-13 13:04:45 | Autor: Jacek Gibel

Igrzyska Paraolimpijskie w Soczi przekroczyły już półmetek. Jak co dwa lata, podziwiamy zawodników, którzy mimo niepełnosprawności dają z siebie wszystko na bieżniach, boiskach czy stokach narciarskich, jednak rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że w cieniu prestiżu i pieniędzy wiążących się z medalami na wielkich imprezach, kryje się i mniej chwalebna strona parasportu.

Jeszcze przed rozpoczęciem zmagań w Soczi okazało się, że kazachski biegacz Denis Pietrienko wspomagał się acetazolamidem mimo braku zgody WADA (Światowej Agencji Antydopingowej) na jego stosowanie. Co więcej, pierwszego dnia Igrzysk przyłapano Włocha Igora Stellę, w którego organizmie znaleziono sterydy anaboliczne.

To pokazuje, że niepełnosprawni sportowcy wcale nie różnią się tak bardzo od zdrowych kolegów w kwestii uczciwości. Dwa lata wcześniej, podczas letniej paraolimpiady w Londynie, zdyskwalifikowanych za doping zostało czterech zawodników.

Anaboliki to jednak nie jedyna metoda "podkręcania" organizmu. Jak się okazuje, niepełnosprawni atleci mają też inne, dużo bardziej przerażające sposoby - tak zwany "boosting". Polega to na indukowaniu szybszego przepływu krwi poprzez... samookaleczanie - łamanie sobie palców, elektrowstrząsy czy zamontowanie cewnika stale przepełniającego pęcherz. Szybszy przepływ krwi przekłada się na poprawę wydolności organizmu, a tym samym lepsze wyniki. Nie jest to praktyka rzadka - okazuje się, że może ją stosować blisko co trzeci niepełnosprawny sportowiec, tym bardziej, że w tym przypadku ciężko udowodnić celowe samookaleczanie. Istnieje bowiem coś takiego jak dysrefleksja autonomiczna, bardzo częsta u osób niepełnosprawnych, głównie po urazach rdzenia kręgowego, dająca identyczne skutki, a zupełnie niezależna (i - nie da się ukryć - zdecydowanie niechciana) od chorego.

Do czego może prowadzić stosowanie dopingu, widzieliśmy na przykładzie Oscara Pistoriusa. Jeden z najsłynniejszych niepełnosprawnych zawodników, uważany za przecierającego szlaki w kwestii rywalizacji sportowców zdrowych i niepełnosprawnych (choć już wcześniej zdarzali się paraolimpijczycy zdolni osiągać przyzwoite rezultaty na "pełnosprawnych" imprezach, o czym można poczytać w cyklu "Łamiąc bariery"), został oskarżony o zamordowanie swojej narzeczonej. Powodem agresji mogły być niedozwolone substancje zażywane przez biegacza z RPA. Oczywiście zdrowi zawodnicy długotrwale przyjmujący te środki narażeni są na takie samo ryzyko (choćby zapaśnik Chris Benoit, który zabił swoją rodzinę, a następnie sam się powiesił).

Jak przekonaliśmy się też parę lat temu, żeby zostać mistrzem paraolimpijskim, wcale nie trzeba być niepełnosprawnym. W Pekinie w 2008 roku dwa złote medale zdobyła Chorwatka Antonija Balek - i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jej brat, który przyznał się mediom, że lekkoatletka wcale nie potrzebuje wózka i widział ją normalnie chodzącą. Osiem lat wcześniej z kolei złoty medal przypadł w udziale hiszpańskim koszykarzom. Po turnieju Carlos Ribagorda, członek zwycięskiej drużyny, przyznał w wywiadzie dla czasopisma Capital, że wielu jego kolegów nie przeszło badań lekarskich orzekających o niepełnosprawności intelektualnej. Padły także słowa, że była to celowa decyzja federacji, mająca na celu "zdobywanie medali i lepsze oferty sponsorskie". Ta ostatnia afera miała też dobre strony - teraz o niepełnosprawności intelektualnej zawodnika orzeka trzech niezależnych od siebie lekarzy.