MEGAMOCNI

Nowa terapia na inkontynencję

inkontynencja Terapia

Dodano 2013-08-29 12:12:15 | Autor: Jacek Gibel

Blisko 10% populacji dorosłych w pewnym momencie zaczyna cierpieć na inkontynencję (nietrzymanie kału bądź moczu). Jest to dolegliwość bardzo uciążliwa, ale istnieje innowacyjna terapia, mogąca ułatwić chorym funkcjonowanie.

Polega ona na umieszczeniu w kostce niewielkiej igły, za pomocą której do nerwu kontrolującego pracę jelit i pobliskich mięśni wysyłane są impulsy elektryczne. Terapia nie wymaga operacji, a zaledwie półgodzinnych wizyt w szpitalu dwa razy w tygodniu przez półtora miesiąca.

Jak opisuje to jedna z pacjentek: Siedzisz na kanapie, kiedy wsadzają ci w kostkę malutką igłę podłączoną do urządzenia przypominającego pilot od telewizora. Prawie tego nie czuć - siedziałam tam rozwiązując krzyżówkę albo czytając.

Inkontynencja kału jest tematem tabu, więc ciężko określić, jak duży odsetek populacji się z nią zmaga. Prof. Charles Knowles z Queen Mary, University of London mówi o około 10% dorosłych ludzi, przy czym w zaawansowanym wieku odsetek ten wzrasta do 50%.

Schorzenie może mieć związek na przykład z naturalnym porodem. U blisko 15% matek w trakcie pierwszego naturalnego porodu dochodzi do uszkodzeń mięśni i nerwów odbytu oraz miednicy. Czasem prowadzi to do inkontynencji - jeśli urazy są poważne, nawet natychmiastowo.

Sporym problemem w tym stanie jest wstyd, który powstrzymuje ludzi przed wizytą u lekarza, a co za tym idzie, brak pomocy medycznej.

Problemom związanym z inkontynencją można zapobiegać między innymi przez stosowanie leków przeciwko biegunce, takich jak loperamid, spowalniających pracę mięśni. Wiele osób decyduje się jednak na operację.

Chyba najpopularniejszą opcją jest tu stymulacja impulsami elektrycznymi nerwów krzyżowych, które odpowiadają za pracę mięśni zwieraczy. W ciągu ostatnich 15 lat ta metoda spowodowała poprawę stanu blisko trzech czwartych pacjentów. Jest jednak stosunkowo droga (wstępny koszt w Wielkiej Brytanii to 10 tysięcy funtów), wymaga dwóch operacji i może wiązać się z pewnymi komplikacjami. Uznawana jest za bardzo bezpieczne i efektywne rozwiązanie.

Umieszczenie igły w kostce jest opcją dużo łatwiejszą. Stymulowany nią nerw piszczelowy jest co prawda dość daleko od jelit, ale w pewien sposób połączony jest z nerwami kontrolującymi ich funkcje. Igła ma na czubku elektrodę podłączoną do przenośnego stymulatora. Terapia polega na serii dwunastu półgodzinnych zabiegów.

PTNS, bo tak nazywa się ta metoda, jest znacznie mniej inwazyjna i dużo tańsza od innych terapii. Jedyną jej wadą może być lekkie zasinienie oraz uczucie mrowienia w stopie.

zdj. sxc.hu

(inf. własna/Daily Mail)