MEGAMOCNI

Śląski projekt komunikacyjny nieprzyjazny niepełnosprawnym

autobus bez_barier komunikacja Śląsk tramwaje

Dodano 2013-11-08 11:35:25 | Autor: Jacek Gibel

W śląskim KZK GOP spore zmiany. Związek przygotowuje się do wprowadzenia Śląskiej Karty Usług Publicznych - projekt tafyry biletów kodowanych na elektronicznej karcie został już przyjęty, jednak wiele pomysłów budzi niedowierzanie. Największe kontrowersje wzbudzają przepisy dotyczące przejazdów bezpłatnych.

Najważniejszą zmianą, którą ma wprowadzić nowa taryfa, będzie obowiązek rejestracji wejścia do tramwaju lub autobusu - nawet posiadając bilet okresowy - poprzez przyłożenie karty do czytnika znajdującego się przy wejściu. Takie rozwiązanie funkcjonuje już w wielu miastach w Polsce, na przykład w Białymstoku. Dzięki temu przewoźnik ma informację o popularności danych przystanków i linii, co ułatwia planowanie zmian rozkładów jazdy czy układu tras.

Śląski projekt nie zwalnia jednak z obowiązku rejestracji osób uprawnionych do darmowych przejazdów. Mogą one "podbić" kartę jak każdy inny pasażer bądź pobrać bezpłatny bilet u prowadzącego pojazd. Teoretycznie nie wydaje się to wielkim utrudnieniem, wystarczy jednak spojrzeć na listę uprawnionych do korzystania z bezpłatnych przejazdów: posłowie, senatorzy, policjanci, dzieci do lat 4, osoby powyżej 70 roku życia oraz niepełnosprawni i ich przewodnicy. To właśnie te dwie ostatnie grupy stają się ością w gardle śląskiego projektu.

W przeciwieństwie bowiem do ogólnie przyjętego w kraju trendu, na Śląsku niepełnosprawni nie są zwolnieni z tych przykrych obowiązków, niejednokrotnie bardzo utrudniających ich podróżowanie lub wręcz przekraczających ich możliwości. Już sam fakt relatywnie wysokiego umieszczenia urządzeń w tramwajach sprawia, że "podbicie" karty dla wózkowicza może być bardzo skomplikowane i wymagać pomocy osoby trzeciej.

Innym problemem jest dostanie się do prowadzącego po bezpłatny bilet - przednie drzwi zazwyczaj są najwęższe w całym pojeździe, nie sposób też wjechać przez nie wózkiem. W godzinach szczytu dotarcie do przodu pojazdu może być bardzo ciężkie ze względu tłoku - zwłaszcza, jeśli chodzi o osoby z niepełnosprawnością ruchową. Wysłanie opiekuna z kolei wiąże się z pozostawieniem podopiecznego bez opieki - podobnie sytuacja ma się w przypadku osób z małym dzieckiem w wózku.

KZK GOP zdaje się polować na jak najdokładniejsze statystyki przejazdów. Szkoda tylko, że projekt odbija się na niepełnosprawnych, którym wcale nie ułatwia poruszania się po Śląsku, a wręcz przeciwnie. Pozostaje też aspekt prawny - wymaganie posiadania dodatkowego dokumentu przejazdu może okazać się sprzeczne na przykład z ustawą o zaopatrzeniu inwalidów wojennych i ich rodzin, która przyznaje prawo do bezpłatnego przejazdu na podstawie dokumentów poświadczających inwalidztwo, a nie na podstawie biletów wydanych do tych dokumentów.

(inf. własna/transport-publiczny.pl)