MEGAMOCNI

Stać cię na płacenie składek, to stać cię i na leczenie

NFZ Zaćma

Dodano 2013-03-12 13:46:37 | Autor: Jacek Gibel

Historia dzieje się w Białymstoku, choć wszyscy wiemy, że takie przypadki zdarzają się w całym kraju. Starsza kobieta czeka na zabieg usunięcia zaćmy. Czeka już dość długo, bo zapisała się w 2011 roku, a sam zabieg miał się odbyć minionej wiosny. W życiu nie może być jednak zbyt łatwo - w 2012 roku pojawia się informacja, że gabinet okulistyczny, do którego zapisana była starsza pani, nie został objęty umową z NFZ. Powód? Placówka - zdaniem NFZ - "nie spełnia wymogów", choć rok wcześniej wszystko było w porządku. Tu nasuwa się pytanie: co zmieniło się przez ten rok? Nagłe obniżenie standardu gabinetu? Zmiana polityki Funduszu, a może pewne celowe działania, które...

...ale o tym później. Wspominanie o standardowej bolączce niemal każdego czekającego na poważniejszą operację, kiedy mimo płacenia składek przez całe życie trzeba czekać w rocznych czy nawet paroletnich kolejkach, wydaje się tu zbędne.

Gabinet nie dostał dofinansowania ze względu na niespełnianie wymogów. A ile placówek w Polsce stanęło przed podobnym problemem? Co ważniejsze - czy nie stajemy się ofiarą pewnej "żonglerki" funduszami NFZ (choć - nie ukrywajmy - są to poniekąd nasze pieniądze, bo w końcu kto płaci składki)? Słyszeliśmy już o liście Schindlera czy Wildsteina, być może i Fundusz ma swoją Listę składającą się z dwóch bądź trzech grup placówek, z którymi na zmianę podpisywane będą umowy. Brzmi to jak teoria spiskowa, ale czy nie jest to rozwiązanie prawdopodobne? Pytanie, co ma na celu i kto na tym zyska - poza praktykami prywatnymi, bo wyczerpany czekaniem pacjent prędzej czy później się do takiej zgłosi. Oczywiście NFZ - żonglerka kolejkami oznacza bowiem przeprowadzone mniej kosztownych zabiegów, a co za tym idzie, więcej pieniędzy w kasie Funduszu, które prawdopodobnie zostaną przeznaczone na premie. Wiemy, kto straci na pewno - właśnie tacy ludzie jak białostoczanka z zaćmą. Czy nie lepiej byłoby - skoro już trzeba pozbawiać placówki dofinansowania - zapewnić poszkodowanym możliwość odbycia zabiegu gdzie indziej w zbliżonym terminie?
Co teraz czeka bohaterkę tej opowieści? Kolejna wizyta u lekarza rodzinnego, kolejna seria badań (finansowanych... z NFZ), kolejne skierowanie, bo poprzednie oczywiście jest już nieaktualne. I kolejny rok czekania i wiary w to, że tym razem Fundusz postanowi nie odciąć gabinetowi "źródełka". Oczywiście tego typu zabieg - jak i wiele innych - można zrobić prywatnie, ale jego koszt (około 3000 zł za jedno oko) przerasta możliwości finansowe starszej pani.

Z tego typu historiami mamy do czynienia codziennie w całej Polsce. Białostocki gabinet nie jest przecież jedynym, który z roku na rok stracił umowę z Funduszem. Może i Wy bądź Wasi bliscy padli ofiarą podobnej polityki NFZ? Czekamy na informacje. My ze swojej strony planujemy wystosować list z zapytaniem do samego NFZ. Jego treść i ewentualna odpowiedź pojawi się oczywiście na naszym portalu.