MEGAMOCNI

W poszukiwaniu MOCY - II etap wyprawy za nami. Relacja Artura Michalskiego.

bez_barier kajakarstwo Michalski MOC wyprawa

Dodano 2013-07-17 14:08:49 | Autor: Jacek Gibel

Uczestnicy zachwyceni pomimo wymagającej pogody. Mieli okazję doświadczyc wielu,wymagających wydarzeń, które wszystkich bardzo wzmocniły. - napisał Artur Michalski w mailu do naszego portalu. Zakończył się drugi etap wyprawy "W poszukiwaniu MOCY".

Poniżej prezentujemy treść relacji nadesłanej nam przez Artura, a także zdjęcia z Wyprawy:

Dwa tygodnie temu Fundacja KiM przygotowała uczestników Wyprawy do płynięcia Wisłą. Były zajęcia na basenie, oswajanie z wywrotką kajaka, wprawki na jeziorku oraz w końcu Kajkami po Wiśle na warszawskim odcinku. Wszyscy również mogli zapoznać się z coachingiem w wydaniu Magdy Rodak, Beaty Rycembel oraz Michała Kułakowskiego. Stworzyli oni wraz z Arturem Michalskim – pomysłodawcą Wyprawy oraz coachem program zajęć dla członków Wyprawy, wspierający poszukiwania wewnętrznej MOCY. Uczestnicy mogli nauczyć się wyznaczania celów oraz zasad ich skutecznej realizacji.   

Przygotowania przebiegły pomyślnie i uczestnicy Wyprawy byli gotowi do przepłynięcia kajakami Wisły między Kozienicami i Łomiankami. Wyjechaliśmy z Warszawy 11.VII i przed wieczorem kajaki wraz z kadrą wylądowały na brzegu Wisły a uczestnicy w Kozienicach.

Rano uczestnicy wraz z Panią Burmistrz Kozienic Małgorzatą Bebelską, wolontariuszami i przedstawicielami mediów dotarli promem na łachę, z której postanowiliśmy wystartować.
Po krótkim pożegnaniu oraz ostatnim pakowaniu kajaków uczestnicy wsiedli do kajaków i przystąpili do rozgrzewki. Po piętnastu minutach wyruszyliśmy, przepływając obok jednej z największych w Polsce elektrowni. Jej widok był czymś bardzo wymownym wobec celu naszej wyprawy – poszukiwania MOCY do realizowania własnych marzeń.

Płynęliśmy sprawnie i bez przygód. Po dwóch godzinach płynięcia postanowiliśmy urządzić krótki odpoczynek. Znaleźliśmy sympatyczną wysepkę i tu przez chwilę odpoczywaliśmy. Nocleg na dzisiejszy dzień zaplanowaliśmy na okolice Mniszewa, więc szybko zabraliśmy się do dalszego wiosłowania. Pogoda była przyjazna przez większą część dnia. Niestety w okolicach 14-tej zaczęło porządnie grzmieć a po chwili padał już mocno deszcz. Zatrzymaliśmy się, żeby przeczekać ulewę i po pół godzinie wyruszyliśmy dalej. Burza i deszcz były wymagającym doświadczeniem. Popłynęliśmy dalej w kierunku wyznaczonego na dziś celu, jednak na horyzoncie znów pojawiły się ciemne chmury. 
Postój w związku z tym zarządzony został szybciej. Zaczęło padać. W błyskawicznym tempie rozstawiliśmy tipi. Po chwili przestało padać a my mogliśmy przystąpić do przygotowania obiadu, zorganizowania obozowiska. Uczestnicy po pracy przy urządzaniu obozowiska i krótkiej przekąsce udali się na zajęcia z coachami. Marcin w tym czasie przygotował jego specjalność – karkówkę w picie z dodatkami. Po obiedzie mogliśmy się już cieszyć naszą wspólną obecnością przy ognisku i rozmowami. Wieczorem przygotowaliśmy jeszcze ciasto na chleb i wraz z dużym kawałkiem mięsa zawiniętego w folię aluminiową umieściliśmy wszystko w żarze z ogniska.

Rano na śniadanie mieliśmy pyszny, ciepły chleb oraz pieczoną, soczystą i miękką karkówkę. Po śniadaniu zaczęliśmy zwijać obozowisko i wsiedliśmy po dziewiątej do kajaków i kanadyjek, które dzielnie wiozły nasz sprzęt i zapasy. Sobota rozpieszczała nas pogodą, umiarkowany wiatr, sporo chmur i trochę słońca. Malownicze widoki w urokliwych meandrach Wisły. Trochę mielizn – nie zapomniany widok Mateusza, który wyciągał z płycizny kajak. Jego pełne zaangażowanie i walka z sobą i własnymi ograniczeniami ( Mateusz stracił w wypadku nogę) były czymś bardzo wymownym.
Mieliśmy dopłynąć do Gassów, lecz zauroczeni wysepką kilka kilometrów przed miejscowością postanowiliśmy zatrzymać się wcześniej. Wyszło piękne słońce, rozstawiliśmy nasze tipi, przygotowaliśmy obozowisko. Instruktorzy urządzili pokaz ratownictwa na kajakach oraz trochę akrobacji w kajakach. Grzegorz – nasz najbardziej doświadczony ratownik miał okazję asekurować z kajaka Janka a później i Marzenę, którzy postanowili przepłynąć wpław Wisłę. Nurt był silny a to doświadczenie było dla nich na pewno czymś niezwykłym. W tym czasie uczestnicy przygotowali ognisko, zebrali drewno na opał oraz przygotowali sos do makaronu, który również został ugotowany na ognisku w naszych wielofunkcyjnych wokach.
Pod wieczór niestety znów zaczęło padać i placki z jabłkami przygotowane przez Marcina niestety jedliśmy moczeni deszczem. Padało przez całą noc. Rano o szóstej już płonęło ognisko. Na śniadanie jajecznica z 60 jajek a zaraz po niej szybkie zwijanie obozowiska. Wypłynęliśmy trochę po dziewiątej.
Było sporo chmur ale na szczęście już nie padało. W niedzielę mieliśmy zmagać się z wiatrem.

Wiatr był coraz silniejszy ale i nasze załogi bardziej zgrane. Doświadczenia z poprzednich dni zaowocowały. Około trzynastej zatrzymaliśmy się przed wejściem do Portu Czerniakowskiego. Czekała tu na nas ekipa Teleekspressu. Po krótkim wywiadzie z uczestnikami wyruszyliśmy w dalszą drogę – do Łomianek. Tu już zrobiło się naprawdę wymagająco. Po drodze widzieliśmy kilka kajaków, które chowały się do portu. My postanowiliśmy płynąć. Uczestnicy chcieli doświadczyć mocy Wisły oraz poczuć swoją własną. Przez dwie godziny zmagaliśmy się z silnym wiatrem w twarz, sporą falą oraz własnym zmęczeniem. Niedziela była najbardziej wymagającym dniem. Wszyscy świetnie się spisali. Uczestnicy po szybkim rozpakowaniu kajaków udali się do somiankowskiego ICDS – tu mogli wziąć ciepły prysznic i tu mogliśmy podsumować naszą Wyprawę w poszukiwaniu MOCY.
Uczestnicy zmęczeni ale pełni satysfakcji. Usłyszeliśmy masę pozytywnych słów na temat Wyprawy ale i jej organizacji. Moc biła od uczestników, przysłaniając zmęczenie po pokonaniu stu kilometrów Wisły w wymagających warunkach.
Do kolejnej edycji Wyprawy w poszukiwaniu MOCY!