MEGAMOCNI

Zmiana wyglądu u alkoholika

alkoholizm choroby psychologia uzależnienia

Dodano 2013-04-01 18:20:04 | Autor: Emil Kowalski

Chcesz zmienić swój wygląd nie do poznania, bo żona i teściowa ścigają cię za alimenty? To zacznij pić!

Tak. To gwarantuje, że z czasem ludzie nie rozpoznają znajomego, którego spotykają nawet od urodzenia. Oczywiście na początku zmiany w wyglądzie są niezauważalne, lecz niewiele czasu potrzeba, aby z postawnej i szykownej osoby przeobrazić się w szkapowatego i odrażającego człowieka.

Miejmy na uwadze, że nadal jesteśmy wtedy ludźmi, mimo że inni często nas poniżają i spisują na straty. A jedną cech człowieka jest jego zdolność do zmian i poprawy zachowania.

Wracając. Mija rok i kolejny. Stajemy przed lustrem i twierdzimy – co mi tu bzdury ktoś gada, ja wyglądam dobrze, a nawet lepiej, bo uśmiechnięty! To fałszywe mniemanie jest następstwem – można by powiedzieć – „ślepoty alkoholowej”. Będąc często upojonemu piwem lub innym trunkiem, przyzwyczajamy się do obecnego wyglądu, który staje się standardowym. Nasza wyobraźnia „upiększa” nie tylko nas samych, lecz wszystko wokoło wydaje się równie atrakcyjne. To nic innego jak kłamstwo. Tak oto napisałem po latach, gdy już jestem świadomy:

Ludzie na mnie patrzyli jak na inwalidę lub pijaka, bowiem było widać po mnie, że to właśnie alkohol bardzo mnie wyniszczył. I tu muszę dodać jeszcze, że fakt – trunki do tego stopnia mnie zmieniły, że po dzień dzisiejszy wyglądam jakbym cały czas pił. A paradoksem jest jeszcze, że ludzie gdy byłem po 8 piwach, mówili, że wreszcie dobrze wyglądam. Tych słów do tej pory przez te 2 lata od nikogo nie usłyszałem.

Człowiek pijący odkrywa w sobie „zdolności twórcze” i staje się pozornie rozluźniony. To powoduje, że nabiera pewności do siebie i tego, co robi. Wydaje mu się, że każdy jego krok jest poprawny. A człowiek ma ogólną tendencję do „upiększania” swoich sukcesów, a więc w tym przypadku dodatkowo robi z tego wielką rzecz.

Ta omylność jest realna i myślimy, że jest racją. Błędne koło, którego istnieje uświadamiamy sobie dopiero na trzeźwo. Lecz to nierealne z kolei, bowiem pijemy codziennie. Tak więc to nasze życie jest błędnym kołem, pomimo przekonania, że idziemy do przodu, tak naprawdę jesteśmy w jednym zawężonym miejscu. Drepczemy wokoło, niczym więzień na spacerówce.

I ten nasz wygląd ma odniesienie w powyższym. Ale to nic, gdy jesteśmy „zadbani”, mamy jeszcze ochotę na pełną poranną toaletę i częste wizyty w łazience podczas dnia (tych jest gwarancja zawsze, gdyż z czasem kibel będzie naszym barem – biegunka i wymioty urozmaicą nasze codzienne dania). Tyle, że nagle okazuje się, iż szybciej zużywamy kosmetyki. Dzieje się tak, bo z czasem sami zaczynamy czuć, że nie pachnie od nas, a wręcz śmierdzi.

Wstaję rano i mam trampka w gębie, a pierwsze słowa to: „O Jezu, dajcie wody a najlepiej piwa!” - nieprawdaż, że to fajny scenariusz, tym bardziej, że potem to tylko piwo będzie nam przechodzić rano przez układ pokarmowy, a raczej jego widmo… Następnie pozostaną wspomnienia:

Moja waga spadła nagle ze stanu krytycznego na taki, którego nawet nie można nazwać. Podczas picia, przynajmniej na twarzy wyglądałem jeszcze w miarę dobrze. Gdy koszmar się skończył, zaczął się kolejny – ważyłem 55 kg. Mam 188 cm wzrostu, więc doskonale można sobie wyobrazić jakim wrakiem byłem. Najgorsze jest to, że nie mogłem nadal normalnie jeść ale najlepsze to, że każdy kęs był wyjątkowym rarytasem. Niesamowite jak może smakować sucha kromka chleba – dla mnie była to upragniona czekolada najwyższej marki.

To jest jeszcze do zniesienia. Następny etap „egzystencji alkoholowej w naszych ustach” to najzwyklejsza i jakże popularna próchnica. Nie ukrywajmy, ale będąc „pod wpływem”, nigdy dokładnie nie zadbamy o zęby. Zresztą w miarę upływu czasu nie będzie się chciało wziąć do ust pasty, bo mdli. No i przekonanie „piwa się napiję to wymyję”, ale zaraz potem smak naszego „złotego trunku” ogarnie podniebienie a pasta zepsuje tylko, setną lub tysięczną z kolei rozkosz smaku. Piwo staje się ważniejsze od wszystkiego, a zęby zostają osłabione i do czasu tylko bronią się same przed „żrącymi zwierzątkami” w postaci bakterii wydzielających mdlący, podobny do wymiocinowych aromatów, zapach.

Bo zapach alkoholu w kolejnych „promilach życia” to czyste rzygi. Gnijemy od środka, nie wiedząc o tym. Wypłukujemy organizm z wartości odżywczych i nie dostarczamy witamin. Tracimy witalność, a właśnie witaminy są składnikiem niezbędnym do utrzymywania gładkiej cery i jasnego wizerunku.

Zmarszczki – ot, co czeka nas gdy będziemy mieli 30 lat! Chcesz zmienić wizerunek wcześniej? Polecam „Żytnią” - setka rano, setka rano, setka rano i „gleba”, a potem setka i znów „gleba” i przecież po „glebie” porannej kolejne setki na „popołudniówkę” a może jeszcze wieczorkiem i nocą również. System zmian ekspresowy – wyglądamy inaczej.

Brudne paznokcie, poobgryzane, łamiące się albo wyrośnięte krzywo. Żółte i twarde stopy, do czyszczenia których nadaje się jedynie szlifierka. To kolejne elementy naszego nowego image'u. Ach, to się kobiety podniecą, a faceci będą szaleć za jakże urokliwymi damami.

Dzień przełomowy, w którym nastąpi pełna przemiana naszego wizerunku to nasza „gleba publiczna”. Po odbytej libacji tracimy świadomość i wracamy do domu. Tyle, że dziwnym trafem zaliczamy darmowy nocleg w pobliskich krzakach. Podświadomie wiemy (resztki trzeźwości prowadzą nas przez tereny o mniejszym natężeniu ruchu), że nie wypada nam być w takim stanie. Idąc tą „bezpieczniejszą”, lecz dłuższą drogą, padamy na ziemię. Zbyt wiele alkoholu w krótkim czasie nagle doprowadziło do utraty przytomności.

Uff, co za ulga – śpimy. Jakże piękna metamorfoza wtedy zachodzi. Kurtka za 200 zł nabiera dodatkowego uroku, trafiliśmy na psie gówno ale co tam, jest super – odpoczywamy. Impreza trwała kilkanaście godzin, więc tyle snu potrzeba. W środku nerki i wątroba, też pijane, zaczynają „strajkować”. Tylko chwilę pozwalają na utrzymanie moczu i kału. Gdy śpimy już pięć godzin (lecz gwarantuję, iż bywa to pięć minut), zaczyna się proces „oczyszczania”.

I w taki sposób do psich odchodów dołączamy własne. Co za aromat!

Żeby całkiem było dobrze, w finalnym momencie przebudzenia rzygamy, a będąc jeszcze „niczym na statku podczas sztormu”, upiększamy wymiotami buty i nogawki od spodni. Oczywiście uda się to tylko wtedy, gdy wstaliśmy, a nie podczas snu...

A potem cóż. Trzeba wreszcie do domu. Myśląc „przeszło mi”, nabieramy sił i szukamy autobusu. Tam okazuje się niespodziewanie, że wszyscy ustępują nam miejsca. Zapach mówi za nas.

To jest realne nawet, gdy nie pijemy nagminnie. Droga do takiego wizerunku może trwać krótko, a ludzie pamiętają nawet jednorazowe wpadki. Taką wizję człowieka musimy zaakceptować, gdy sięgamy po raz n-ty po kieliszek w krótkim odstępie czasu.

Adnotując tutaj jako autor, nie miałem tego „luksusu” w swoim życiu. Pewnie wynika to z faktu, że zawsze ktoś mnie przywlókł. Jedynie z opowieści o mnie mogę stwierdzić, że należałem do grona tej wybitnie utalentowanej i wyróżnionej elity osób po kielichu…

 

Zapowiedź Artykuły całego cyklu

Kolejne artykuły z cyklu

ukazują się

co poniedziałek a już następny to

"Słownictwo i wypowiedzi

- moje zmartwienie"

  1. Niepełnosprawność na życzenie
  2. Od tego się zaczęło
  3. Medyczne i moralne pojęcie alkoholizmu
  4. Zmiana wyglądu u alkoholika
  5. Słownictwo i wypowiedzi - moje zmartwienie
  6. Psychika alkoholika
  7. Alkoholik w rodzinie
  8. Mój partner pije
  9. Alkoholik odkrywa wartość rodziny
  10. Dzieci alkoholików
  11. Korzyści alkoholika
  12. 12 artykułów alkoholika jak 12 kroków do trzeźwości

 

Czytelnicy również piszą.

Sprawdzaj powiązane tematy

 
  1. Spowiedź - historia czytelnika
  2. Nie piję - nie jestem Polakiem?
  3. Czytelnik pisze: Takie koło zamknięte...
  4. Gdy mama i tato pije...

 

zdj. sxc.hu